Words, words, words … (czyli o tym, jak skutecznie uczyć się słownictwa w języku obcym)

Pamiętam taką instalację w Centrum Sztuki Współczesnej w Zamku Ujazdowskim: w pustym pokoju o białych ścianach stał na statywie mikrofon, do którego można było sobie pogadać. Wypowiedziane słowa bynajmniej nie cichły tylko odbijały się od ścian echem, nakładając się na siebie, aż w końcu powstawała z tego trudna do zniesienia kakofonia. W przyrodzie nic nie ginie; wszystko, co mówimy tłucze się gdzieś potem po świecie, nie dając innym, albo nam samym spokoju. Różny jest też czas biodegradacji słów: jedne szybko ulatują do atmosfery, inne długo nie ulegają zapomnieniu, zaśmiecając nam środowisko. Hamlet miał rację. Bądźmy uważni na słowa i nie nadużywajmy ich.

Uważnie uczmy się słów w obcym języku (bo o tym w końcu ma być ten tekst 🙂 ). Wbrew pozorom, ta nauka – aby była skuteczna – nie może być tylko zwykłym zakuwaniem słówek.

Słowo – istota społeczna, nie lubi być samo, odżywa dopiero w towarzystwie. Ale też różnie się w nim zachowuje. Jednych unika, z niektórymi chętnie spędza czas, a z jeszcze innymi wręcz nie może się rozstać. Jak zatem uczyć się słówek? Tylko w dobrym towarzystwie!

Tym towarzystwem jest przede wszystkim kontekst, bo tylko w nim słowo nabiera pełnego znaczenia. Drugim ważnym pojęciem jest kolokacja, czyli związek frazeologiczny o znacznej łączliwości elementów, a prościej mówiąc to właśnie słowa, które nie potrafią się ze sobą rozstać. Ucząc się nowego słówka, warto więc od razu przyswoić sobie jego nierozłącznych przyjaciół.

Jak to wygląda w praktyce? Oto kilka przykładów związków rzeczowników z czasownikami.

Dobrze znane słowo business, w znaczeniu „prowadzić interesy” tworzy mocną kolokację z czasownikiem do, a więc do business. A jeżeli zrobimy na tym biznesie jakieś pieniądze, pochwalimy się kolokacją make money.

Podobnie:

do research – prowadzić badania (nie: make)

make a mistake – popełnić błąd (nie: do)

take pictures – robić zdjęcia (nigdy: make)

have breakfast / a drink / something to eat (w tych wyrażeniach, w znaczeniu „jeść / pić” znacznie częściej użyjemy have niż eat czy drink)

To samo dotyczy przyimków. Cóż nam po samym słowie letter (list), kiedy już odpowiadając na „list z dnia …” mamy problem. No właśnie: list z dnia 1 kwietnia to po angielsku letter of 1 April.

Podobnie:

projekt (czego?) budynku – design for a building

odsetki od kredytu – interest on a loan

ubezpieczenie od kradzieży – insurance against theft

Jak widać, polska logika nam tu nie pomoże. Złośliwych przyimków najlepiej uczyć się od razu w połączeniu ze słówkami, do których się odnoszą.

Powyższe zasady dotyczą też związków przymiotnik – rzeczownik (ulewny deszcz to heavy rain, nałogowy palacz – heavy smoker, duży ruch uliczny – heavy traffic) oraz połączeń czasownik – przysłówek (dużo pić, bynajmniej nie mleka… to: drink heavily). Wszystko załatwimy tu jednym słówkiem heavy, którego w języku polskim nie użylibyśmy w żadnym z tych kontekstów. Ale skąd uczący się ma to wszystko wiedzieć?

Oprócz dobrego nauczyciela 🙂 polecam w tym celu oczywiście słownik, ale nie każdy. Przede wszystkim szukajmy źródeł, które w nazwie mają słowo collocation (kolokacja), a więc wszystkie Collocation Dictionaries, a także słowniki przeznaczone dla uczących się języka, czyli Learner’s Dictionaries. Listę takich słowników, zaliczanych do światowej czołówki zamieściliśmy w zakładce Dobre słowniki.

I jeszcze jedna ważna rzecz. Ucząc się słownictwa, nawet na poziomie podstawowym, radzę od razu wykluczać język polski. Wiedza w stylu „dog = pies” jest bardzo ograniczona i mało twórcza. No bo co nam po psie, z którym nie wiadomo, co robić. Tymczasem słownik kolokacji podpowie nam szereg możliwości; możemy np. breed, train, feed, keep, walk the dog. Co więcej, z takiego słownika dowiemy się, że psy nie tylko szczekają , ale też dogs bay, growl, howl, snarl, yap, yelp … może więc warto dobrze się zastanowić, czy chcemy brać sobie na głowę taki hałas.

Jest jeszcze problem objaśnienia znaczenia nowych słów. Na poziomie podstawowym można budować skojarzenia z przedstawiającym dane pojęcie rysunkiem, można wskazać jego odpowiednik w otaczającym nas świecie (z psem nie będzie tu chyba problemu). Im więcej słów w ten sposób poznamy, tym więcej będziemy mieli możliwości objaśniania i rozumienia nowych znaczeń. Będziemy potrafili znaleźć słowa o podobnym znaczeniu (synonimy), wyrazy o znaczeniu przeciwnym (antonimy), słowa o znaczeniu węższym w stosunku do znaczenia ogólnego (tzw. hiponimy; w przypadku psa hiponimem może być jamnik) lub – odwrotnie – wyrazy o znaczeniu ogólnym w stosunku do bardziej szczegółowego (tzw. hiperonimy: jamnik to pies). Last but not least, znaczenie można po prostu własnymi słowami opisać. Mimo że z początku metoda ta jest bardziej czasochłonna, zapewniam, że w przyszłości procentuje.

PS. W tekście nie wspominam w ogóle o technikach uczenia się słownictwa. Mam tu na myśli rozmaite mnemotechniki, mapy słów (mind maps), ciągi słów układające się w historie, fiszki, oblepianie otoczenia żółtymi karteczkami … Sposobów jest zapewne tyle, ile uczących się. Ja chciałam raczej pokazać podejście do nauki słownictwa, dzięki któremu będziemy w stanie uczyć się samodzielnie i skutecznie.

Hanna Szulczewska


dog2

To ja w końcu jestem hiponim czy hiperonim?

tel. kom. +48 601 20 25 81

e-mail: puenta@puenta.eu

Kontakt

Hanna Szulczewska

ul. Wilanowska 16/20 m 39

00-422 Warszawa

NIP: 526-118-78-10

REGON: 010836400

Nr konta bankowego: 18 1050 1038 1000 0090 6027 7945


Formy płatności:

- karta

- przelew

- gotówka

Klienci